• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Święty Graal wśród wojennych militariów

    Beata Malec-Suwara

    |

    Gość Tarnowski 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    Bliznę, gdzie Niemcy w czasie wojny testowali bomby latające V1 i rakiety balistyczne V2, w sierpniu odwiedziło 10 tys. osób. Co je tu przyciąga?

    Historia – odpowiada krótko sołtys Blizny Wiesław Jeleń. – To miejsce ukazuje dramat historii II wojny światowej. Tu testowano broń V1 i V2, która wiadomo, jaki miała cel, ale też na jej bazie stworzono pierwsze rakiety, które poleciały w kosmos – dodaje. Park Historyczny „Blizna” w swojej ekspozycji kładzie duży nacisk na niepodważalną rolę działającej na tym terenie Armii Krajowej, która przyczyniła się do zdemaskowania jednej z najbardziej strzeżonych tajemnic Hitlera.

    Wywiadowcze działania AK w zakresie broni V2 na poligonie w Bliźnie są uważane przez historyków i znawców tematu jako ważące dla dalszego przebiegu II wojny światowej. Dziś od 8 lat na początku sierpnia organizowany jest tu Piknik Militarny. Inscenizacja historyczna jednej z pierwszych bitew września 1939 r. ściągnęła w tym roku blisko 10 tys. ludzi. Zwiedzali też park i jego pamiątki. Jedną z najcenniejszych są szczątki rakiety V2, które trafiły tu w 2015 r. za sprawą Romana Rusina, syna płk. Aleksandra Rusina (ps. „Rusal”), dowódcy oddziału partyzanckiego AK na tym terenie. – Ojciec najpierw prowadził działania dywersyjne, ale później, kiedy przeniesiono poligon do Blizny, gdzie Niemcy prowadzili prace badawcze nad bronią V1 i V2, otrzymał rozkaz, aby przeprowadzać akcje wywiadowcze – wyjaśnia Roman Rusin. Partyzanci podczas jednej z nich początkiem lata 1944 r. zauważyli wystrzeloną z poligonu rakietę, która rozpadła się w powietrzu na części. Jedna, tylna, część spadła na torfowe łąki oddalone kilkaset metrów od poligonu, a druga, przednia, kilometr dalej w las na teren bagnisty i tam ugrzęzła. – Niemcy natychmiast na motorach udali się w tamtym kierunku, ale ojcu z oddziałem udało się je wcześniej zamaskować – opowiada pan Roman. Jesienią 1944 r. do domu rodzinnego Rusinów na Dobryninie przyjechała międzynarodowa komisja – Amerykanie, Anglicy, Francuzi – w towarzystwie Sowietów. Wtedy płk Aleksander Rusin wskazał miejsce upadku tylnej części rakiety i przekazał zdjęcia. O przedniej nie wspomniał. Zapakowali na ciężarówkę większość elementów, a reszty nie dociekali. Ta reszta to najważniejszy fragment – jak sądzą pasjonaci militariów – wyjątkowego egzemplarza Wunderwaffe – „cudownej broni” Hitlera, która miała zmieść z powierzchni ziemi Londyn, Paryż i Moskwę. Pułkownik A. Rusin nigdy nie ujawnił miejsca, w którym znajdował się ten militarny Święty Graal, choć nosił się z takim zamiarem. Pokazał je jedynie swojemu synowi Romanowi. – Rodzice obydwoje działali w konspiracji i opowiadali o tym w domu niemal codziennie. Nie było niedzieli, żeby ktoś z oddziału ich nie odwiedzał, i wtedy też wspominali. Dziś wstyd mi, że nie słuchałem tego z otwartą gębą, choć i tak wiele zostało. Miałem może z 15 lat, gdy zacząłem ojca wypytywać o szczegóły. Zaprowadził mnie w las, nad takie oczko wodne o średnicy 6 m, i powiedział, że tutaj spadła przednia część rakiety V2. Zastrzegł, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Sam bałem się nawet o tym myśleć – opowiada pan Roman. – Krótko przed śmiercią dał mi pewne dyspozycje, że jeżeli uznam, iż dotrą do mnie właściwi ludzie i w Bliźnie powstanie jakieś muzeum, to mogę wskazać to miejsce – dodaje. Rusin wskazał je dopiero w 2015 roku. Z bagna koparkami wydobyto przód rakiety, zawierający urządzenia sterujące, radiowy odbiornik do urządzeń sterujących, system naprowadzania – rewolucyjny technicznie, jak na tamten czas. Wszystkie elementy V2 można zobaczyć w Parku Historycznym w Bliźnie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół