Nowy numer 48/2020 Archiwum

Święta uśmiechnięta

Uważała się za pionka na szachownicy. Ale nawet pionek w ręku Boga może stać się hetmanem. Julii Marii Ledóchowskiej – św. Urszuli to się udało.

Julia Maria, później Maria Urszula w zakonie, chyba nigdy nie przypuszczała, że jej życie stanie się wędrówką. Bóg wiódł ją z Loosdorf przez Lipnicę Murowaną, Kraków, Petersburg, Finlandię, Szwecję, Danię, Norwegię, Francję i Włochy z powrotem do Polski, choć pod zaborami.

Apostolstwo uśmiechu

– Była prostą zakonnicą, aczkolwiek wywodzącą się ze szlachetnego rodu. Utalentowana, potrafiła pięknie malować i pisać. Miała powołanie wychowawcy, pedagoga – mówi s. Monika Ostaszewska. Jednak najbardziej widocznym charyzmatem św. Urszuli był uśmiech, pod którym skrywały się niezmordowany entuzjazm i optymizm. – Zostawiła nam, jako siostrom, apostolstwo uśmiechu. Mówiła nam, że to apostolstwo nie wymaga trudu, wielkiego poświęcenia. Osoba, która się uśmiecha, obdarza innych wielkim szacunkiem i daje dostęp do siebie. Ludzie lgną bardziej do kogoś łagodnego, radosnego, uśmiechniętego. Uśmiech jest też znakiem jedności z Bogiem. To owocuje i sprawdza się w naszym życiu. Matka założycielka stroniła od jakichś nadzwyczajnych pokut, natomiast dla niej ważne było, żeby szarą codzienność wypełniać optymizmem, radością, nadzieją – dodaje s. Monika.

Najpierw dać jeść

Podstawowym zadaniem, jakie św. Urszula wyznaczyła sobie i siostrom, było prowadzenie innych do Boga. I tych wielkich, możnych, ale także małych, ubogich. Wśród tych ostatnich intensywną opieką otaczała młodych: studentki, uczennice, dzieci osierocone. – Promieniowała świętością na dzieci i młodzież jako nauczycielka i wychowawczyni, bardzo jej zależało na dobrym wychowaniu młodego pokolenia. Była bardzo lubianym wychowawcą, działała wedle zasady: kochać i wymagać. Swoim siostrom mówiła: Bądźmy święte! Człowiek święty więcej zdziała dla świata niż wielcy wodzowie. Wpajała, abyśmy każdego dnia potrafiły utrzymać siebie i jedno głodne dziecko. Jej pedagogia zakładała także, żeby najpierw nakarmić, potem ewangelizować. Dziecko nie może być głodne, zanim je przyprowadzimy do Boga – podkreśla s. Monika. Wiele pism św. Urszuli dotyczących wychowania jest aktualnych do dziś. Wyprzedzała w myśli pedagogicznej swoje czasy.

Moją polityką jest miłość

W sztokholmskim domu św. Urszula potrafiła gromadzić ludzi o różnych orientacjach politycznych. Zapytana kiedyś, jaką politykę uprawia, odpowiedziała – politykę miłości. Była gorącą patriotką i wierzyła, że przyszłość narodu zaczyna się od rodziny. Podkreślała wartość domu, bo sama z własnego wyniosła wiarę i szacunek dla innych. – Sama mówiła, że święte dzieci wychowują się na kolanach świętych matek. Siostry poznają swoją założycielkę przez jej pisma: mamy rozmyślania na każdy dzień oparte na myśli św. Urszuli, mamy jej testament, listy, wykłady, odczyty. To jest całe nasze bogactwo, które zgłębiamy... Jednak nad wszystko św. Urszula stawiała Ewangelię, jeśli będziemy ją znały i nią żyły, to niczego więcej nie potrzeba – opowiada s. Monika. Jest przełożoną domu zajmującego się samotnymi matkami. Tu, w obliczu różnych dramatów, ujawnia się ich urszulińska duchowość i działa z całą siłą moc uśmiechu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama