Nowy numer 48/2020 Archiwum

Oczy ku górze

Począwszy od 1901 roku kronika parafialna opisuje kilkunastoletnie zmagania wiernych z budową świątyni, które można by streścić krótko: krew, pot i łzy.

Dziś dla współczesnych świątynia jest oczkiem w głowie i powodem do dumy. A zaczęło się od tego, że już w 1897 roku zebrano na budowę 5 tys. złotych.

Dziedzictwo stuleci

Parafia w Gwoźdźcu jest stara, została erygowana już przed 1326 rokiem. Zanim stanął obecny kościół, we wsi były wcześniej dwie drewniane świątynie. Ostatnia z 1546 roku stała dokładnie kilka metrów od obecnej. Nawet przy budowie chciano obudować stary kościół ścianami murowanego, ale odstąpili od tego zamiaru. W 1914 roku drewnianą świątynię rozebrano. Wiele elementów wyposażenia przeniesiono do nowego. – Myślę, że z historycznej zawieruchy ocalało wiele, bo Gwoździec stał zawsze na uboczu i omijały go kataklizmy wojenne – przypuszcza ks. Rafał Cisowski, proboszcz parafii. Wierni tej niewielkiej, liczącej 800 osób, parafii od kilku lat z poświęceniem, z wykorzystaniem środków zewnętrznych troszczą się o przywrócenie blasku każdego elementu wyposażenia kościoła.

Fundament jest mocny

Realnie budowa murowanego kościoła w Gwoźdźcu zaczęła się w 1901 roku od wypalania cegły. Rok później ze stacji w Bogumiłowicach miejscowi przywieźli 3 wagony wapna. 16 maja 1904 roku pod kierunkiem architekta Adolfa Zajączkowskiego („Pobożny i uczciwy człowiek” – pisał w kronice ówczesny proboszcz ks. Józef Bryja) dokonano pomiarów i zaczęto kopać fundamenty. Poszły głęboko. Na całości 175 cm, ale były miejsca, że przyszło wybrać i 2,5 metra ziemi. Potem zaczęły się czasy emigracji zarobkowej. Trudno było o robotnika. Ze wsi wyjeżdżało rocznie 200 osób za chlebem. Budowa zaczęła się ciągnąć. Mury stawiali dopiero w 1908 roku. Potem brakło materiałów. W 1911 roku zmarł A. Zajączkowski, który miał nadzór nad budową. W związku z tym w 1912 roku nie zrobili budowniczowie niczego, bo bali się robić sklepienie bez nadzoru. W końcu, 25 listopada 1913 roku poświęcili świątynię. – Dzieło po części nie ukończone, teraz pole otwarte do pracy przyozdabiania tego domu Bożego, do pracy nad przyozdabianiem serc ludzkich cnotą i dobrymi uczynkami – pisał ks. Bryja.

W górę serca

– To taki testament, który realizujemy do dziś – uśmiecha się ks. Cisowski. Kolejno renowacji poddawane są ołtarze, obrazy. Także wszelkie nowe elementy wpisują się harmonijnie w piękne, klasyczne wnętrze. Niewiele już zostało do częściowego wypełnienia testamentu ks. Bryi w sprawie przyozdabiania domu Bożego. Budowa wspólnoty modlitwy i świętości trwa. Spójna neogotycka architektura świątyni jednoznacznie kieruje oczu wiernych ku temu, co w górze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama