Nowy numer 49/2020 Archiwum

Śmierć daje życiu smak

O bólu po śmierci bliskich, o koniecznym okresie żałoby i sposobie wychodzenia z traumy z psychologiem, ks. dr Jerzym Smoleniem rozmawia Grzegorz Brożek.

Grzegorz Brożek: Miesiąc temu odbyły się pierwsze w diecezji rekolekcje dla osób owdowiałych. Dlaczego wymyślił Ksiądz taką formę spotkania?

Ks. dr Jerzy Smoleń: Do Poradni Zdrowia Psychicznego w Dobrej koło Limanowej, gdzie mam dyżury, przychodzą ludzie w trakcie żałoby, po żałobie. Mam jedną generalną obserwację: nie jesteśmy nauczeni przeżywania żałoby. Nie umiemy tego. Nigdzie tego nie uczą, na żadnych zajęciach nie omawia się tych etapów, które trzeba przeżyć. Nie jesteśmy przygotowani na ten fragment ludzkiego życia.

Popełniamy w żałobie błędy?

Mnóstwo. Ludzie w żałobie: milczą, wycofują się, zamykają się na świat zewnętrzny, nie szukają pomocy. Trudno, żeby tak było, skoro ciągle żywy jest stereotyp na temat leczenia psychiatrycznego. Wielu się tego boi. Mówią: „nie idź do psychiatry, bo jak już włączysz leki, to będziesz »psychiczna«”. Tymczasem brak pomocy w przeżyciu żałoby na pewnym etapie może skończyć się ciężką depresją.

Ale ból po stracie nie musi od razu kończyć się chorobą?

Nie, ale trzeba przeżyć dobrze żałobę. Przejść po kolei przez jej etapy: bunt, gniew, dezorganizacja, aż w końcu integracja. Każdy człowiek musi przejść przez te etapy, nawet święty.

Nie można przeskoczyć kilku naraz? Nie można od razu podnieść się po stracie? Ludzie czasem szybko godzą się z nią mówiąc: „Bóg dał, Bóg wziął”.

Jeżeli człowiek mówi tak na samym początku, zaraz po śmierci bliskich, to jest bardzo źle, że próbuje sprawę żałoby zamknąć jednym zdaniem. Tak się po prostu nie da.

Pamiętam pogrzeb młodej osoby. Ojciec i matka szli za trumną dziecka trzymając się za ręce i uśmiechając. Ludzie podziwiali ich, że pogodzili się ze stratą, że rozumieją, że przeszedł do lepszej rzeczywistości, że jest w niebie. Ja widząc to cierpiałem. Bo nie jest możliwe, by od razu, na pogrzebie człowiek był pogodzony, radosny, akceptujący. Nie da się.

Nawet Jezus zapłakał nad śmiercią Łazarza. Jeżeli umiera człowiek i u jego bliskich nie ma łez, to znaczy, że bardzo szybko przez pryzmat wiary, żyjący wyparli tajemnicę śmierci ze swej świadomości. Może uciekli w pobożność, by się z tematem nie zmierzyć. Jest to jednak pozorne. Nie uciekną. Zmierzą się jak nie teraz, to za pół roku, tyle, że wówczas będą już w głębokiej depresji.

Jak przeżyć żałobę? O co w niej chodzi?

Dobrze spotkać właściwego, dobrego człowieka, który będzie dla osoby przeżywającej żałobę miał czas, pozwoli się jej wypłakać, będzie chciał razem z nią pomilczeć.

Dlaczego ludzie szukają psychologów? Bo spotykają ludzi, którzy nie umieją pocieszać. Ludzie mówią: „weź się w garść”, „wszystko będzie dobrze”, „przecież taka jest nasza wiara”. Zdarza się, że uduchowiają wszystko, we wszystko wpędzają Jezusa.

Zapominamy o tym zwykłym, psychologicznym aspekcie funkcjonowania człowieka, a na wszystko mamy religijną receptę. Ludzie wchodzą zatem w nadmiar modlitwy, a nikt z nimi nie rozmawia o samotności.

Kiedy trzy lata temu zmarł mój tata, a przecież jestem księdzem, psychologiem, miałem wówczas już ponad 40 lat, to jednak miałem pragnienie, spotkać człowieka, który po prostu mnie przytuli, a jak zapłaczę, to przyjmie w milczeniu moje łzy. Tylko tyle. Potem nie wolno się nam zamykać na drugiego człowieka, na świat zewnętrzny. Nie wolno nam uciekać od życia.

Ile może trwać okres żałoby?

Kultura już wypracowała, że rok jest dobrym okresem na to. Może być krócej. Jak się jednak przedłuża, to też jest niedobrze. Czasem znacznie wcześniej trzeba szukać pomocy, bo po miesiącu czy dwóch już widać, że człowiek traci apetyt, chudnie w oczach, nie ma chęci do życia, nic go nie cieszy, chodzi kilka razy na dzień na cmentarz, nie potrafi się uśmiechać. To już są książkowe oznaki depresji i już trzeba szukać pomocy, a nie czekać aż upłynie rok żałoby.

Wierzącym łatwiej sobie poradzić z żałobą?

Kiedy jest blisko Boga, łatwiej pracować nad przejściem żałoby, czy wyjściem z depresji, z powodu śmierci kogoś bliskiego, choć dochodzą dodatkowe elementy, jak rodzące się u ludzi wyrzuty sumienia na kanwie tego, że wpadając w depresję okazują brak zaufania Jezusowi.

Zdecydowanie trudniej jest z ludźmi, którzy nie wierzą w Boga, nie widzą perspektywy. Co ja mam im powiedzieć, że co jest poza grobem? Oni swoje i tak wiedzą. Jeśli jednak przychodzą do mnie jako psychologa i księdza, to ja po pierwsze stosuję zasadę 50 do 10, czyli pozwalam, aby to oni mówili. Ja tylko słucham. Przyjdzie czas, że ten człowiek będzie chciał zamilknąć, żebym ja zaczął mówić. Zacznie szukać spokoju, którego świat dać nie może.

Możemy jakoś oswajać śmierć?

Prowadzę wykłady z psychologii rozwojowej. Jest 9 etapów. Ja dopisuję dziesiąty: śmierć. Studenci bywają mocno zaskoczeni. Sądzę jednak, że trzeba się przygotowywać na ten ostatni etap naszego życia. Nie znaczy to jednak, że mamy trzymać trumnę w mieszkaniu i nie cieszyć się życiem.

Śmierć nadaje smak życiu?

Coś w tym jest.

« 1 »
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Najnowszy numer

Nowy numer 49/2020

6 grudnia 2020

Fakty i okoliczności

Pobieżna znajomość rzeczy nie służy nikomu i niczemu. Mówiąc z szacunkiem o lekarzu, który poważnie traktuje chorego, myślimy o kimś, kto dokładnie przeprowadzi badanie, wypyta o wszystkie szczegóły, sprawdzi historię choroby.

Więcej w Artykuł

Zapraszamy

Brak dostępnych wydarzeń.

Tylko w Gościu