Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ołówki, piec i buty

To nie były zwykłe spotkania 
i choć nie trwały 
długo, a rozmowy nie były uczone, 
pokazują, jaki 
ks. Jan od biedronki 
był… zwyczajny, 
choć niezwykły.

Zbigniew Ważydrąg, rzeźbiarz, malarz i poeta, pochodzący z pobliskiego Jasienia, ale – jak mówi – sercem mieszkający w Jodłówce, która zaczyna się za jego stodołą, z ks. Janem Twardowskim spotkał się na zlecenie miesięcznika katolickiego „List”. Miał przeprowadzić wywiad z księdzem-poetą. 
– Umówiliśmy się w Warszawie w kościele sióstr wizytek. Zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie wyciągnąłem z kieszeni ołówek z Chrystusem Frasobliwym, gruby, zielony, i mu go wręczyłem – opowiada Ważydrąg. 
– O, taki ołówek to od razu wzbudza zaufanie. To dobry pomysł: Pan Jezus prowadzi rękę – powiedział ks. Twardowski, oglądając go z każdej strony. Po chwili zapytał także, czy rzeźbiarz nie mógłby zrobić dla niego takich więcej, dwa, trzy, a może pięć. Od tej pory Zbigniew Ważydrąg stał się stałym dostawcą ołówków z Chrystusem Frasobliwym dla ks. Jana, który obdarowywał nimi swoich znajomych. 


– Czasem nawet do mnie telefonował, że potrzebuje ołówków – mówi rzeźbiarz. – Nasze spotkania nie trwały długo, a rozmowy nie były uczone. Zadawałem mu wcześniej przygotowane pytania, ale rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Raz mnie zapytał, co sądzę o jego podłodze. Mówiliśmy też o kocie, o schodach. Czasem zdrzemnął się przy mnie – dodaje.


Ksiądz Twardowski nie lubił dziennikarzy. – Mnie tolerował chyba dlatego, że nim nie byłem – mówi rzeźbiarz. Widywali się regularnie, najczęściej w roku 2000, a wszystkie spotkania – oprócz pierwszego – odbywały się już w domu ks. Jana Twardowskiego. Goście i przyjaciele nazywali go „domem pod Dobrą Nowiną”. Drzwi do niego były zielone, podobnie zresztą jak ławka pod modrzewiem, na której lubił siadać ks. Twardowski. 
W czerwcu na imieniny ks. Jana Ważydrąg zabrał ze sobą swoją chrześnicę. – Dobrze, że jesteś, to mi coś narysujesz na piecu – powiedział, kiedy ją zobaczył. W pokoju księdza był stary biały piec, cały porysowany przez dzieci, więc ona od razu wzięła się za robotę. Potem jej rysunek znalazł się w książce „Ks. Jan Twardowski w oczach własnych recenzentów i czytelników”. 
– Dwa razy była ze mną u księdza, ale on zawsze o nią pytał i dawał dla niej słodycze, na moją prośbę dokładał także książkę – opowiada Ważydrąg. Wspólnie z Asią zrobili dla księdza różaniec. Pan Zbigniew wyrzeźbił krzyżyk z gruszy, a Asia na każdym koraliku narysowała zwierzątko.


Rzeźbiarz ma także buty ks. Twardowskiego. – Na Jamnej widziałem buty Jana Pawła II
 i Brandstaettera. Pomyślałem, że ja mogę mieć buty księdza. Kiedy go o nie poprosiłem, zapytał, czy nie mam w czym chodzić. Powiedziałem mu, że chciałbym mieć coś osobistego należącego do księdza. Dał mi je, ale dał też pieniądze i kazał sobie kupić parę nowych – wspomina pan Zbigniew.


Kiedyś zastał księdza w koszuli sztruksowej w kolorze turkusu. – W podobnej przyjechałem kiedyś do niego, a on się nią zachwycił i kazał sobie kupić taką samą – mówi rzeźbiarz. 
O swoich kontaktach z ks. Janem Twardowskim opowiadał w wojnickiej Izbie Regionalnej, która zorganizowała spotkanie poświęcone poecie z racji obchodzonej w ubiegłym roku 100. rocznicy jego urodzin.

18 stycznia mija 10. rocznica śmierci ks. Jana od biedronki.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama