Nowy numer 32/2020 Archiwum

Powołanie. Powrót do domu

Chciała projektować świat bez barier architektonicznych. Dziś likwiduje bariery, które odgradzają ludzi od Boga. Świadectwo służebniczki dębickiej s. Katarzyny Szulc.

Rusz-dusze.pl - powołaniowy portal diecezji tarnowskiej - publikuje świadectwa osób, które otwarły serce na głos powołania. Są świadectwa księży, są świadectwa sióstr zakonnych. Te ostatnie w tworzącym się cały czas cyklu „Ślubna koronka”.

Jedno z nowych świadectw złożyła s. Katarzyna Szulc, pochodząca z Pomorza służebniczka dębicka, dziś pracująca w Dębicy i odpowiadająca za duszpasterstwo powołaniowe.


Można powiedzieć, że prosto ze studniówki pojechałam do Częstochowy na rekolekcje rozeznania powołania. Szczęśliwa i jeszcze roztańczona wybrałam się na te rekolekcje, bo od pewnego czasu, pomimo, że miałam chłopaka i byłam zwyczajną nastolatką, poszukiwałam czegoś więcej. Pobyt w Częstochowie i czas tam przeżyty nadał nowy kierunek mojemu życiu.

W domu sióstr służebniczek na ul. Okólnej dane mi było przeżywać dni ciszy, momenty walki z myślami, gdzie godzinami patrzyłam na moje życie pełne pasji i zdaje się, że już dobrze przeze mnie zaplanowane. Kończyłam pięcioletnie Technikum Dokumentacji Budowlanej, bo chciałam zmieniać świat osób niepełnosprawnych, które w momencie mojego nawrócenia i powrotu do Boga, odegrały ogromną rolę. Chciałam projektować świat bez barier architektonicznych. We wspólnocie opiekującej się niepełnosprawnymi odnajdywałam swoje miejsce we wzajemnym obdarowywaniu i umacnianiu wiary. To było to, co chciałam w życiu robić – studiować pedagogikę specjalną oraz zająć się polityką, która była moją ogromną pasją. Piękne plany, a pośród nich pojawiająca się myśl „Zostaw wszystko i pójdź za Mną” i tysiące argumentów mówiących, że JA SIĘ NIE NADAJĘ!

Myśl o oddaniu swojego życia Panu Bogu pojawiła się pierwszy raz na Świętej Górze w Gostyniu, kiedy w 1996 roku przyjechałam, aby dobitnie powiedzieć siostrze, która wtedy do mnie pisała listy i przysyłała zaproszenia na rekolekcje dla dziewcząt, że dziękuję za nie, ale mam już inne plany. To był jedyny powód mojego przyjazdu na Świętą Górę, a okazało się, że to miejsce stało się bliskie mojemu sercu na całe życie. Tam poznałam Edmunda Bojanowskiego, świeckiego założyciela żeńskiego zgromadzenia zakonnego i zobaczyłam jak bardzo jest mi bliski, ponieważ ciągle szukał sposobności, aby służyć. Ponadto lubił pisać i zajmował się wieloma sprawami naraz, np. był zaangażowany w pomoc ubogim i chorym, a oprócz tego znajdował czas, żeby tak zwyczajnie poczytać książkę. W tym byliśmy podobni. On wyróżniał się ciągłym życiem w obecności Bożej i tym, że umiał rezygnować ze swoich planów. Dużo z nim „rozmawiałam” i czytałam o nim. A przy tym moje życie toczyło się normalnie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama