Nowy numer 3/2021 Archiwum

Przejdźmy to razem

Niespodziewana śmierć ukochanej osoby uświadamia, że Bóg daje nam czas, którego nie wolno zmarnować.

Jest późny wieczór 12 stycznia 2017 roku. Na jednej z ulic Jadownik k. Brzeska dochodzi do wypadku. 18-latek prowadzący bmw wbija się w słupek ogrodzeniowy. Jest tak zakleszczony w samochodzie, że ratownicy po przybyciu na miejsce muszą użyć sprzętu hydraulicznego. Wypadek ma miejsce zaledwie 900 metrów od domu chłopaka.

Pani Dorota, jego mama, dowiaduje się o tragedii. Będąc już na miejscu – jak opowiada w świadectwie zamieszczonym na stronie Przejście.com – widzi syna, słyszy krzyki, że młody człowiek żyje, oddycha. Dzięki pomocy sąsiada udaje się jej pojechać za karetką do szpitala. Trzy godziny czeka na informację od lekarzy. – Czas stanął w miejscu, kolejne godziny były udręką. Ksiądz pocieszał, otwarł kaplicę – modliłam się. W końcu – informacja. Stan krytyczny, obrzęk mózgu i krwiak. Wiadomość podcięła mi nogi, nie dopuszczałam myśli, że nie wyjdzie z tego. „Jest młody!” – krzyczało serce. „Wyjdzie z tego, nie może mnie przecież zostawić!”. Przez tydzień walczyliśmy o niego. Robiliśmy wszystko. Jeździliśmy od lekarzy do lekarzy, były modlitwy, Msze św., namaszczanie świętymi olejkami, dyżury pod drzwiami intensywnej terapii i przy łóżku, od którego nie odchodziłam. Wyrozumiałość lekarzy, że mogliśmy siedzieć nawet do godz. 23. Wielki koszmar i bezradność – wspomina tamte chwile pani Dorota. Widziałam tylko ciemność Jej świat się zawalił 20 stycznia 2017 roku. Wtedy lekarze orzekli śmierć pnia mózgu, choć serce syna jeszcze biło, podtrzymywane przez aparaturę. Pani Dorota miała jeszcze nadzieję na cud, ale straciła ją całkowicie, gdy usłyszała propozycję, by zgodzić się na pobranie narządów od syna. Czuła się, jakby umierała razem z nim, jakby ktoś wyrwał jej serce. Jak żyć po takiej stracie? Pojawiła się depresja, z której psychiatra próbował ratować kobietę dużymi dawkami leków. Pani Dorota leczyła się w szpitalu, jakoś w sobie zebrała, ale nie widziała przed sobą przyszłości. Przemiana zaczęła się w Zabawie, gdzie w 2018 r. pani Dorota uczestniczyła w rekolekcjach dla osób przeżywających traumę z powodu nagłej śmierci swoich bliskich „Przejście”. – Przyjechałam na nie bez jakiejś wielkiej ufności i przekonania, bo po śmierci Adika widziałam tylko ciemność, nie czułam sensu życia, nie wiedziałam, jak poskładać w całość coś, co się roztrzaskało na kawałki – opowiadała pani Dorota podczas tegorocznego Światowego Dnia Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych. Jezus mnie przytulił Cud przemiany jej serca wydarzył się drugiego dnia rekolekcji. – Podczas adoracji doświadczyłam, jak sam Jezus przychodzi do mnie z moim synem. Cały ból, który nosiłam w sercu, rozdarcie, niepokój – wszystko to mnie opuściło, jakby ktoś podszedł i to zabrał. Tego nie da się opisać słowami. To doświadczenie będę pamiętać do końca mojego życia – mówiła matka, podkreślając, że najważniejszymi dla niej momentami są narodziny syna, jego śmierć i osobiste przytulenie przez Pana Jezusa. – Sanktuarium w Zabawie stało się moim domem, w którym czuję pokój serca. Bóg nie odebrał mi tęsknoty za dzieckiem, ale przemienił moje łzy i dał mi pewność, że Adik jest szczęśliwy i czeka na mnie – dodaje pani Dorota, która od tamtego czasu przyjeżdża w każdą trzecią niedzielę miesiąca do Zabawy na spotkanie grupy wsparcia „Przejdźmy razem”. Zaczyna się ono od Godziny Miłosierdzia, po której jest Msza św., a później integracja. – Spotykamy się tutaj z rodzinami po stracie. Po modlitwie jest czas, żeby rozmawiać, płakać, śmiać się, mówić o swoich uczuciach bez oceniania i porównywania, w wielkiej dyskrecji. Wszystko zostaje między nami i Bogiem. Grupa daje ogromne wsparcie, dźwiga nadzieję, wskazuje drogę. Grupa się rozrasta, choć na razie to kilkanaście osób, które przyjeżdżają z całego regionu. – Niektórzy może boją się przyjechać, bo zwyczajnie boją się rozdrapywać swoje rany, ale na naszych spotkaniach nie chodzi o to, żeby się katować przeszłością, lecz o to, żeby przez tę traumę przejść razem. Cały miesiąc czekamy, żeby się spotkać i móc iść w codzienność ze spokojem i radością. Jeśli ktoś czuje się bezradny, samotny i wydaje mu się, że życie umarło, zapraszam w imieniu swoim i bł. Karolinki Kózki da Zabawy i Wał-Rudy po łaski, które są tam udzielane. Tam odnajdzie ukojenie, miłość, spokój i odnajdzie siebie – dodaje pani Dorota.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama