Nowy numer 15/2021 Archiwum

Ich trzech

Ojciec Waltera walczył w Polsce na froncie II wojny światowej. Syn próbuje choć trochę za to zadośćuczynić.

Zaczęło się w Częstochowie na Jasnej Górze. – Pojechałam na wejście tarnowskiej pielgrzymki i spotkałam znajomego ks. Łukasza, z którym już dawno się nie widziałam. W czasie rozmowy mówi, że jakbym potrzebowała wózka inwalidzkiego, to zna fajnych ludzi, którzy pomogą – mówi Halina Głowacka. Mieszka w Nagoszynie koło Dębicy.

Na co dzień pracuje w powiatowej pomocy społecznej. Spotkanie na Jasnej Górze miało miejsce pod koniec sierpnia 2018 roku. – Niedługo potem, na przełomie września i października, spotykam panią z sąsiedniej miejscowości, która żali się, że nikt jej nie może pomóc. Mąż jest po udarze. Przykuty do wózka. Ona drobna. Mówi, że nie jest w stanie pchać męża na wózku daleko, ale jakby miał elektryczny, to by sam był w stanie wyjechać – wspomina Halina Głowacka. Przypomina się jej spotkanie z ks. Łukaszem. Ten mówi, że w tej sprawie trzeba dzwonić do Niemiec. Kobieta wykonuje telefon. – Słyszę w słuchawce: „Halina, ale z jednym wózkiem to nam się nie opłaci jechać. Mów, co ty jeszcze potrzebujesz”. Popytałam ludzi, próbowałam rozeznać, co by się przydało – mówi. Za jakiś czas przyjeżdża samochód. W środku wózek akumulatorowy warty ok. 20 tys. zł, dwa łóżka elektrycznie sterowane, chodziki, toaletki dla niepełnosprawnych.

Firma

W Niemczech spotkało się trzech starszych znajomych, którzy założyli małą organizację dobroczynną. Walter, Günter i Henrik. Günter jest kierowcą, Henrik mówi po polsku, co ma znaczenie fundamentalne dla Waltera, który jest szefem. Walter był kiedyś policjantem. Jest synem niemieckiego żołnierza, który walczył na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej. – Słyszałam tę historię od nich. Założyli grupę, która zbiera sprzęt medyczny i bezpłatnie przekazuje go do Polski, dla Polaków. Walter chciałby choć trochę zadośćuczynić w ten sposób za czas wojny i uwikłanie w nią swojego ojca – tłumaczy Halina Głowacka. Kiedy odebrała pierwszy transport (bo były jeszcze dwa kolejne), zastanawiała się, co z tym zrobić, bo nie chciała takiej wypożyczalni prowadzić w domu. – Od tego mamy parafię, a w parafii Caritas. Przygotowaliśmy na magazyn wyremontowane dawne pomieszczenia gospodarcze – pokazuje ks. dr hab. Kazimierz Talarek, proboszcz parafii Nagoszyn. Teraz, jak mówi gospodarz, magazyny są pustawe, bo sprzęt w większości został wypożyczony. – Szczególnie łóżka medyczne, ze sterowaniem na pilota. Kiedy ktoś je oddaje, to w zasadzie szybko znajduje się ktoś, komu by się ono przydało – dodaje ks. Talarek. Poza tym do pożyczenia są zwykłe wózki inwalidzkie, chodziki, balkoniki. Wypożyczalnią zajmuje się pani Halina. O sprzęt dba Janusz Głowacki, jej mąż.

Na ratunek

W czasie epidemii sprzęt dostępny w wypożyczalni, ratował już ludziom życie. Do dyspozycji są dwa duże koncentratory tlenu i kilkanaście przenośnych. – Była sytuacja, że dzwonił ktoś spod Tarnowa. Lekarz z karetki powiedział, że jeżeli nie uda się dla pacjenta załatwić koncentratora do domu, to będzie musiał pojechać do szpitala – wspomina Halina Głowacka. Koncentrator znaleźli w Nagoszynie. Chory został w domu i wyzdrowiał. Kilka innych koncentratorów także awaryjnie powędrowało do chorych ze zmniejszoną saturacją. Ruch koło plebanii związany z wypożyczalnią jest w zasadzie codziennie. – Jeżeli trochę tego medycznego sprzętu udało się zgromadzić, to nie po to, żeby stał, ale żeby służył ludziom. Jeżeli parafia ma jakieś pomieszczenia, to nie po to, żeby je zamknąć na głucho, ale żeby służyły ludziom – mówi ks. Kazimierz. Halina Głowacka obawia się tylko, że kiedyś przyjedzie ktoś, kto będzie bardzo potrzebował sprzętu, którego w wypożyczalni akurat zabraknie, i nie będzie można mu pomóc.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama