Morze ukrytych znaczeń przejdź do galerii

Opowieść zapisana w falach, w odcieniach zieleni oraz na skrzydłach mew i motyli - o odnajdywaniu w codzienności czegoś więcej niż zwykłych chwil. To historia o zatrzymaniu się i drodze ku spotkaniu z naturą i Bogiem.

Podczas wyjazdu z rodzicami nad morze pewnego poranka wyszłam na brzeg, miałam wrażenie, że coś cicho mnie tam wzywa. Słońce powoli wynurzało się zza horyzontu, rozlewając złote światło po falach. Stałam i patrzyłam, czując, że ta chwila ma w sobie coś niezwykłego. Wszechogarniająca mnie cisza nie była bowiem pustką. Miała w sobie głębie morza i blask słonecznych wstęg na wodzie. Była ukojeniem, a jednocześnie rozmową ze światem, z niebem, z... Bogiem.

Idąc dalej, natrafiłam na miejsce, gdzie zieleń drzew spotykała się z bezkresem wody. Las zdawał się delikatnie pochylać ku morzu, jakby chciał się z nim przywitać. Poczułam harmonię - wszystko miało tam swoje miejsce: każda roślina, każdy podmuch wiatru, a ja odniosłam wrażenie, że jestem częścią tej większej całości.

Wśród tej przestrzeni wyróżniało się jedno drzewo. Pochylone, nierówne, jakby naznaczone przez czas, a jednak wciąż trwało. Patrząc na nie, pomyślałam o ludzkim życiu - o trudnościach, które nas zmieniają, ale nie odbierają nam siły. W jego kształcie dostrzegłam coś więcej niż tylko naturę - zobaczyłam wytrwałość i obecność Boga, który jest także w tym, co niedoskonałe i nie pozwala się nam złamać.

Na horyzoncie pojawiła się żaglówka. Niewielka wobec ogromu morza, płynęła spokojnie, jakby zaufała i oddawała się prowadzeniu wiatru. Zrozumiałam, że człowiek również czasem musi zaufać Stwórcy, nawet jeśli nie widzi wyraźnie celu swojej drogi, ale wierzy, że ktoś nad nim czuwa. Bo wiara to nie pewność, lecz gotowość do podążania naprzód.

Po chwili z zadumy wyrwał mnie szelest skrzydeł. Na piasku stała mewa. Spokojna i skupiona, jakby wsłuchana w rytm fal. Jej obecność była prosta, ale znacząca. W tej zwyczajności krył się urok, który łatwo przeoczyć. Zrozumiałam, że nie trzeba wielkich wydarzeń, by dostrzec sens - wystarczy uważność.

Odwróciłam się od fali, planując powrót, lecz coś jeszcze przykuło moją uwagę. Po kilkunastu minutach na mojej drodze pojawiła się motylarnia - miejsce, w którym natura, choć kontrolowana, odsłania swoje najdelikatniejsze oblicze. Wśród zieleni zobaczyłam motyla o intensywnie niebieskich skrzydłach. Był zachwycający, pełen życia, jakby odbijał kolor nieba. Czułam, że takie piękno nie mogło być przypadkowe.

Chwilę później dostrzegłam innego motyla. Jego skrzydła były kruche i postrzępione, jakby czas odcisnął na nich swoje piętno. Nie był już idealny. W tej kruchości zobaczyłam prawdę o życiu - o przemijaniu, które dotyka wszystkiego. A jednocześnie odniosłam wrażenie, że nawet w tym jest obecność naszego Stworzyciela - cicha, ale nieustanna.

Wracając, przeczuwałam, że ten poranek pozostanie ze mną na dłużej. W mojej głowie wciąż pojawiał się obraz morza - spokojnego, rozświetlonego wschodzącym słońcem, niczym zatrzymanego w czasie. Zrozumiałam, że takie chwile są jak szczeliny rzeczywistości - krótkie momenty, w których można dostrzec coś więcej niż tylko to, co widzialne. To właśnie w nich najłatwiej odnaleźć sens, spokój… i obecność Boga.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Morze ukrytych znaczeń

« 1 »
TAGI: