Podczas wyjazdu z rodzicami nad morze pewnego poranka wyszłam na brzeg, miałam wrażenie, że coś cicho mnie tam wzywa. Słońce powoli wynurzało się zza horyzontu, rozlewając złote światło po falach. Stałam i patrzyłam, czując, że ta chwila ma w sobie coś niezwykłego. Wszechogarniająca mnie cisza nie była bowiem pustką. Miała w sobie głębie morza i blask słonecznych wstęg na wodzie. Była ukojeniem, a jednocześnie rozmową ze światem, z niebem, z... Bogiem.