W stronę wieczności przejdź do galerii

Od pierwszego kroku do ostatniego – droga przez życie ku Bożej wieczności.

Pewnego letniego wieczoru wybrałam się na spacer, chcąc na chwilę oderwać się od codziennego pośpiechu i po prostu rozejrzeć się wokół. Nieopodal kościoła stała stara plebania, przy której się zatrzymałam. Stała spokojnie wśród drzew, jakby od dawna należała do tego miejsca. Patrząc na nią, miałam wrażenie, że jest symbolem początku – czegoś trwałego i uporządkowanego. Pomyślałam wtedy o życiu człowieka. Na początku wszystko wydaje się stabilne. Człowiek powoli kształtuje swoje życie, dzień po dniu, dodając kolejne doświadczenia, marzenia i wspomnienia. Tak jak dom powstaje z cegieł i murów, tak życie powstaje z kolejnych dni i doświadczeń. Wtedy trudno wyobrazić sobie, że coś mogłoby ten porządek naruszyć.

Kiedy po paru dniach spacerowałam tą samą drogą, zauważyłam, że plebania wyglądała już inaczej niż wcześniej. Pomyślałam wtedy, że życie nie zawsze jest spokojne. Z czasem nawet najmocniejsze mury zaczynają pękać. Gdy patrzyłam na rozburzony budynek, na rozsypane cegły i fragmenty ścian, pomyślałam o tym, jak życie potrafi stopniowo niszczyć człowieka. Choroby, trudne wydarzenia, ból czy rozczarowania powoli pozostawiają w nas swoje ślady. Tak jak ściany budynku tracą swoją dawną siłę, tak człowiek z biegiem lat zaczyna odczuwać ciężar wszystkiego, co przeżył.

Podczas kolejnego spaceru nie zobaczyłam już starej plebanii. W miejscu, gdzie niegdyś stała, był tylko pusty plac. Cisza tego miejsca była niezwykła. Pomyślałam wtedy o przemijaniu. O tym, że kiedy człowiek odchodzi, jego fizyczna obecność znika z tego świata tak samo, jak zniknął ten budynek. Zostaje tylko wspomnienie, które z czasem również powoli się zaciera. Czy więc to, co na ziemi nazywamy końcem, nie jest tak naprawdę początkiem drogi w stronę wieczności?

Podnosząc wzrok ku niebu, zauważyłam buty zawieszone wysoko na liniach elektrycznych. Na tle chmur wyglądały tak, jakby ktoś zostawił je tam po długiej wędrówce. Ten obraz skłonił mnie do kolejnej refleksji. Buty są przecież symbolem wędrówki. Każdy człowiek idzie przez życie własną ścieżką – czasem łatwą, a czasem pełną trudności. Pomyślałam wtedy, że kiedy ta ziemska droga się kończy, człowiek nie zabiera ze sobą butów ani żadnych rzeczy. W dalszą drogę wyrusza już tylko z tym, kim naprawdę był – ze swoją duszą i uczynkami, które pozostawił po sobie na ziemi.

Idąc dalej, zauważyłam, że gałęzie drzew po obu stronach drogi tworzyły nad drogą naturalny tunel. Patrząc na tę przestrzeń, pomyślałam, że może ona symbolizować przejście – drogę z życia ziemskiego do wieczności. Wielu ludzi boi się śmierci, bo boi się tego, co nieznane, i tego momentu przejścia. Jednak patrząc na ten spokojny, zielony tunel, pomyślałam, że to przejście wcale nie musi być czymś strasznym. Może być drogą prowadzącą do czegoś piękniejszego – do spotkania z Bogiem, do świata, w którym nie ma już cierpienia ani bólu.

W drodze powrotnej spojrzałam w niebo, przez które przebijały się jasne promienie słońca. Ten widok skłonił mnie do refleksji, że może właśnie tak można wyobrazić sobie ostateczny cel ludzkiego życia – miejsce pełne światła i pokoju. Obraz nieba stał się dla mnie symbolem miejsca, do którego prowadzi całe ludzkie życie – w stronę wieczności.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

W stronę wieczności

« 1 »
TAGI: