"Bóg, Honor, Ojczyzna" – mocne słowa. Stoją tam znicze, ktoś położył kwiaty. To takie miejsce, które przypomina, że ta ziemia ma swoją historię, nawet jeśli teraz jest tu tak spokojnie i nowocześnie.
Jak zwykle idę na spacer moją stałą trasą. Jest dzisiaj tak jakoś szaro, chmury wiszą nisko, ale ma to swój klimat. Powietrze jest ostre, czuć jeszcze tę wilgoć w ziemi, a na poboczach gdzieniegdzie leżą resztki brudnego śniegu. Idę tym brukowanym chodnikiem, buty trochę stukają o kostkę, a dookoła cisza – taka prawdziwa, wiejska, przerywana tylko dalekim szczekaniem psa.
Z daleka już widzę charakterystyczną bryłę kościoła. Zawsze robi na mnie wrażenie tymi swoimi ostrymi dachami, które wyglądają, jakby chciały przebić te ciężkie chmury. Ta żółta ściana na szczycie fajnie odcina się od tej całej szarości dookoła. Czym bliżej jestem, tym bardziej czuję potęgę tej budowli –stoi tam na górce, jak taki strażnik całej okolicy. Mijam wielki kamień z tablicą. Zawsze na moment zwalniam, jak go widzę. "Bóg, Honor, Ojczyzna" – mocne słowa. Stoją tam znicze, ktoś położył kwiaty. To takie miejsce, które przypomina, że ta ziemia ma swoją historię, nawet jeśli teraz jest tu tak spokojnie i nowocześnie.
Kawałek dalej mijam wysoki krzyż. Te czerwone i białe wstęgi, co od niego odchodzą, fajnie łopoczą na wietrze. Napis "Jezu ufam Tobie" widać z daleka. Jest w tym coś uspokajającego, niezależnie od tego, czy człowiek idzie tam się pomodlić, czy po prostu mija to miejsce w drodze do domu. Idę dalej... Zerkam w bok, na te zalesione wzgórza w tle. Wyglądają teraz tak surowo, ale mają w sobie coś majestatycznego. Wchodzę teraz wyżej, droga trochę się pnie pod górę, ale widok na te wszystkie domki w dolinie i nowoczesną bryłę plebanii wynagradza ten mały wysiłek. Jest po prostu... swojsko.
Wchodzę na samą górę, tam gdzie plac przed kościołem robi się szeroki i płaski. Przystaję na moment, żeby złapać oddech i odwracam się za siebie. Dopiero stąd widać, ile drogi zostało w dole. Te wszystkie dachy domów, kręte asfaltowe nitki i ciemna linia lasu na horyzoncie – wszystko wydaje się takie małe i uporządkowane. Nawet to niebo, choć wciąż stalowe i ciężkie, wydaje się tu jakby bliżej. Jest tak cicho, że słyszę własne myśli. To ten moment spaceru, który lubię najbardziej – kiedy czuję, że głowa mi odpoczęła, a wszystkie codzienne sprawy na chwilę przestały być ważne. Chowam dłonie głębiej do kieszeni, bo wiatr na górze dmucha mocniej, i powoli ruszam w dół, prosto do ciepłego domu. Fajnie było tak na chwilę wyjść.
Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK: