Ludzie stoją na wzgórzach i patrzą, jak ich dawna dolina zmienia się w jezioro. Pola, łąki i drogi znikają pod wodą. Zostają tylko wyższe miejsca – wzgórza, półwyspy i małe wyspy.
Idę powoli ścieżką wzdłuż brzegu w miejscowości Gródek nad Dunajcem. Spaceruję tu często, ale za każdym razem mam wrażenie, że widzę to miejsce trochę inaczej. Przede mną rozciąga się szeroka tafla Jeziora Rożnowskiego, spokojna i lekko pofalowana przez wiatr. Słońce przebija się przez chmury i odbija w wodzie tysiącem małych błysków. Trudno uwierzyć, że kiedyś tego jeziora w ogóle tu nie było. Dawno temu przez tę dolinę płynęła tylko rzeka Dunajec. Wąska, kręta i miejscami bardzo dzika. Mieszkańcy wsi żyli blisko niej – łowili ryby, przeprawiali się łodziami na drugi brzeg i wykorzystywali wodę do pracy w młynach. Dopiero w latach trzydziestych XX wieku powstała zapora w pobliskim Rożnowie. Wtedy woda zaczęła powoli zalewać dolinę, tworząc ogromne Jezioro Rożnowskie.
Wyobrażam sobie tamte czasy. Ludzie stoją na wzgórzach i patrzą, jak ich dawna dolina zmienia się w jezioro. Pola, łąki i drogi znikają pod wodą. Zostają tylko wyższe miejsca – wzgórza, półwyspy i małe wyspy. Jedną z nich jest właśnie Małpia Wyspa. Ale zanim dochodzę do miejsca, z którego ją widać, myślę o jeszcze starszej historii tej miejscowości. Bo Gródek nad Dunajcem nie zawsze nazywał się tak jak dziś. Dawniej mówiono na tę wieś Kobyle Gródek. Nazwa brzmi trochę dziwnie dla współczesnego ucha, ale ma swoje dawne znaczenie. Słowo gródek oznaczało kiedyś mały gród albo warownię – niewielkie umocnione miejsce, często położone na wzgórzu. W średniowieczu w wielu miejscach budowano takie grody z drewnianych palisad i ziemnych wałów. Kiedy patrzę na okoliczne wzgórza, łatwo sobie wyobrazić, że gdzieś tutaj mógł istnieć taki mały gród strzegący przeprawy przez Dunajec.
A skąd wzięło się słowo kobyle? Według jednej z lokalnych opowieści okolica była dawniej miejscem wypasu koni. Łąki nad rzeką były szerokie i żyzne, więc mieszkańcy hodowali tu zwierzęta. Być może właśnie od klaczy, czyli kobył, wzięła się ta część nazwy. Tak powstało Kobyle Gródek –miejsce małego grodu w okolicy, gdzie pasły się konie. Z biegiem lat nazwa zaczęła się zmieniać. W dokumentach pojawiały się różne zapisy, aż w końcu pozostał po prostu Gródek. A później, żeby odróżnić miejscowość od innych o podobnej nazwie, dodano nad Dunajcem.
Idę dalej ścieżką i myślę o tym, ile pokoleń ludzi chodziło tędy przede mną. Rolnicy wracający z pól. Rybacy niosący sieci. Dzieci biegnące nad rzekę latem. Dziś zamiast rzeki widzę ogromne jezioro. Ale historia tego miejsca wciąż jest obecna w nazwach i opowieściach. Po kilku minutach dochodzę do punktu, z którego najlepiej widać wyspę.
Na środku Jeziora Rożnowskiego widać niewielką wysepkę porośniętą drzewami. To właśnie Małpia Wyspa. Zatrzymuję się i patrzę na nią przez chwilę. Nie jest duża, ale widać ją z daleka, bo drzewa rosną tam gęsto i tworzą zieloną kępę pośrodku wody. Nazwa zawsze mnie trochę bawiła. Bo oczywiście w Polsce nie ma dzikich małp, a już na pewno nie na małej wyspie w Małopolsce. A jednak ludzie od lat nazywają to miejsce właśnie tak. Są różne historie o tym, skąd wzięła się ta nazwa. Jedni mówią, że drzewa na wyspie są tak powyginane i splątane, że przypominają gałęzie w dżungli. Kiedy wiatr porusza ich koronami, wygląda to tak, jakby coś skakało między gałęziami. Inni twierdzą, że dawniej dzieci z Gródka nad Dunajcem żartowały, że na wyspie mieszkają małpy, które pilnują jeziora. Patrzę na drzewa poruszające się na wietrze. Gałęzie naprawdę wyglądają tak, jakby coś się po nich wspinało. Wyobrażam sobie, jak kiedyś ktoś stojący na brzegu powiedział pół żartem: „Patrzcie, tam na tej wyspie to pewnie małpy mieszkają”. A nazwa została.
Jezioro Rożnowskie zmieniło całkowicie krajobraz tej okolicy. Tam gdzie kiedyś była dolina Dunajca, dziś pływają łodzie i żaglówki. W ciepłe dni słychać śmiech turystów, a brzegi pełne są ludzi odpoczywających nad wodą. Ale kiedy przychodzi spokojny dzień, taki jak dziś, można poczuć tu coś zupełnie innego. Ciszę. Stoję nad brzegiem i wyobrażam sobie dawny Dunajec płynący przez dolinę. Wyobrażam sobie Kobyle Gródek – niewielką wieś sprzed setek lat. Kilka drewnianych domów, pola, konie pasące się na łąkach. A gdzieś niedaleko – mały gródek na wzgórzu. Może ktoś z tamtych czasów też stał w tym miejscu i patrzył na rzekę. Tylko zamiast jeziora widział szybki nurt Dunajca.
Wracam myślami do teraźniejszości. Na wodzie pojawia się łódź, która zostawia za sobą długą falę. Fala dociera do brzegu i cicho rozbija się o kamienie. Na wyspie drzewa kołyszą się jeszcze mocniej. Przez chwilę naprawdę mam wrażenie, że coś tam skacze między gałęziami. Uśmiecham się do siebie. Może to tylko ptaki. Może wiatr. A może wyobraźnia ludzi z Gródka nad Dunajcem sprawiła, że ta mała wyspa stała się czymś więcej niż tylko kawałkiem ziemi na środku jeziora. Jeszcze raz patrzę na Małpią Wyspę. Potem odwracam się i ruszam dalej ścieżką wzdłuż Jeziora Rożnowskiego. Za plecami zostaje wyspa, spokojna i cicha. Ale kiedy odchodzę, mam dziwne wrażenie, że ktoś z niej nadal mnie obserwuje. Jakby strażnicy tej małej wyspy wciąż pilnowali swojego miejsca pośrodku dawnej doliny Dunajca.
Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK: