Ślady Boga w rdzy i ciszy przejdź do galerii

Wystarczyło zejść nad brzeg rzeki, by w rdzewiejącym moście i opuszczonej przyrodzie dostrzec ukryte piękno oraz cichą, lecz wyraźną obecność Boga.

Czy czas tak naprawdę płynie, czy to my jesteśmy przez niego niesieni? Czy to co przemija jest jedynie przejściem - cichym mostem między tym, co było, a tym, co dopiero ma się wydarzyć? Moja przygoda rozpoczęła się pewnego ciepłego, marcowego popołudnia. Wróciłam ze szkoły do domu i postanowiłam pójść na spacer. Słońce tak pięknie świeciło, aż chciało się obserwować przyrodę. Zeszłam z utartej ścieżki w stronę rzeki, by poszukać tego, co nieoczywiste.

Szłam powoli brzegiem, obserwując to, co zmienia się wokół mnie. W lustrzanym odbiciu wody widziałam gałęzie drzew, a jedynym dźwiękiem, który przerywał ciszę, był szum wody i radosny śpiew ptaków. Nagle, spomiędzy zarośli, wyłonił się on – stary, potężny most kolejowy. Jego konstrukcja była naznaczona rdzą, jakby czas zapisywał na nim swoją historię. Każda szczelina, każdy odprysk farby zdawał się szeptać o latach, które minęły. Wyryte były na nim chwile ciężkie i nie zawsze zrozumiałe dla nas, ludzi młodych. Kiedy stanęłam dokładnie pod nim, poczułam ten wielki ciężar, który musiał on udźwignąć. Patrzyłam na tę geometryczną, żelazną konstrukcję, która przypominała mi surowe sklepienie gotyckiej katedry. Przez szczeliny w niszczejącym metalu przebijały się jasne promienie słońca.

Wdrapałam się na nasyp. Przede mną rozciągały się tory, które znikały w gąszczu suchych traw. Dawniej kursowały tędy pociągi pasażerskie i towarowe. Tętniło tu życie; ludzie podróżowali i rozmawiali. Dziś drewniane podkłady gniją, a stal pokrywa ruda rdza. To miejsce stało się dla mnie metaforą przemijania. Zrozumiałam, jak ulotne są ludzkie dzieła w starciu z potęgą czasu, którego nie da się zatrzymać.

Jednak w tym powolnym rozkładzie materii nie odnalazłam smutku. Patrząc na mchy porastające zimną stal i oświetlone słońcem leśne schodki, uświadomiłam sobie, że Bóg jest tutaj obecny. Przemawia przez naturę, która z miłością i cierpliwością odbiera to, co człowiek dawno porzucił. Stwórca ukrył się w śpiewie ptaków, świetle torującym drogę przez rdzę oraz szumie wody. Dał mi odczuć, że choć ludzkie drogi z czasem zarastają, Jego plan dla świata trwa nieprzerwanie, pełen majestatu i cichego piękna.

Zrozumiałam, że prawdziwa refleksja może narodzić się podczas zwykłego spaceru. Mój smartfon pomógł mi zatrzymać te ułamki sekund, bym mogła opowiedzieć tę historię. Wracałam do domu odmieniona – wiedząc, że śladów Boga nie trzeba szukać na końcu świata. Można je dostrzec w zwykłych, prostych zjawiskach, które są wokół nas. Wystarczy tylko uważnie patrzeć i chcieć dostrzec to co stanowi sens naszego życia. Może to właśnie w codzienności ukryte jest to, co najważniejsze – tylko rzadko mamy czas, żeby się zatrzymać i to zauważyć. Może warto czasami przystanąć, zejść z utartej drogi i wkroczyć tam, gdzie miłość ukryta jest w detalach? Ten spacer przypomniał mi, że nie potrzeba wyjątkowych okoliczności, ani specjalnych miejsc. Ślady Boga są bliżej niż myślimy. Wystarczy chwila ciszy i gotowość, żeby patrzeć na świat z większą uwagą.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Ślady Boga w rdzy i ciszy

« 1 »
TAGI: