Ranczo w rytmie iskierki przejdź do galerii

To był jeden z mroźnych poranków, gdy powietrze szczypie w policzki, a oddech zmienia się w białe obłoki.

My, czyli „Zagórzańskie iskry” – zespół założony wraz z moimi przyjaciółkami – zaczęłyśmy pakować instrumenty do busa z ogromną ekscytacją. To nie był zwykły, bezstresowy wyjazd na próbę czy lokalny występ, to było coś dużo bardziej ekscytującego. Dostaliśmy zaproszenie, o którym marzy każdy młody muzyk w naszych stronach, posiadający zagórzańskie korzenie. Kordian, znany piosenkarz i muzyk, zaprosił nas na swoje ranczo, abyśmy wspólnie nagrali kilka utworów.

Kiedy wjechałyśmy na teren posiadłości, poczułam, jakbym przekroczyła próg innego świata. Ranczo Kordiana to magiczne miejsce, gdzie tradycyjna góralska dusza spotyka się z nowoczesnością. Pierwsze, co rzuciło się nam w oczy, to potężny tir z ogromnym portretem artysty i napisem „Góraleczka jak ze snu”. Stał na tle ośnieżonych drzew, informując o tym, jak muzyka potrafi zaprowadzić człowieka naprawdę daleko.

Muzyk przywitał nas szerokim uśmiechem. Od razu zaprosił do środka. W domu było naprawdę przyjemnie. W kominku tlił się ogień, w kątach było mnóstwo instrumentów. Perkusja, kontrabas, pianino, skrzypce, wszystkie witały nas ze spokojem. Po ścianach porozwieszane były obrazy i złote płyty. Największą uwagę przykuły figurki, które były rzeźbione z drewna. Wyglądały jak zaczarowana kapela.

Zaczęłyśmy rozpakowywać instrumenty i zrobiłyśmy małą próbę. Nagle padła propozycja:– Może zrobimy małego live’a? Niech ludzie zobaczą, jak się tworzy muzykę na żywo!- krzyknął artysta.Widok naszych uśmiechniętych twarzy był bezcenny. Instrumenty, stroje góralskie   i nasza energia rozgrzały serca widzów. Komentarze posypały się lawinowo, a my czułyśmy ogromną radość, dzieląc tę chwilę z tysiącami ludzi.

Po nagrywkach przyszedł czas na zwiedzanie całego rancza. Kordian z dumą oprowadził nas po swojej posiadłości. Byliśmy też w stajni, gdzie konie przywitały nas cichym rżeniem. Opowiadał o tym, jak ogromną ma pasję do zwierząt i o tym, jak ważne dla niego jest życie z naturą. Popatrzył na nas z uśmiechem i powiedział:– Dobra robota! Zasłużyłyście na trochę adrenaliny!

Zaprowadził nas do nowoczesnej, przeszklonej rotundy. W środku lśniło coś, co odebrało nam mowę. Był to jego słynny czerwony samochód sportowy. Zaproponował nam przejażdżkę. Oczywiście z wielką ekscytacją wszystkie się zgodziłyśmy. To było niesamowite uczucie – z jednej strony kierpce na nogach, a z drugiej prędkość i luksus.

Wyjeżdżałyśmy z rancza, ponieważ musiałyśmy wracać do domu. Zostawiłyśmy tam nasze głosy, dźwięki, radość i energię, ale zabrałyśmy ze sobą coś najcenniejszego – wiarę w to, że muzyka nie zna granic. To nie było zwykłe nagrywanie. To była lekcja pasji, gościnności i tego, że prawdziwa iskra potrafi rozpalić największy ogień, nawet w środku mroźnego ranka.

Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK:

Ranczo w rytmie iskierki

« 1 »
TAGI: