Nasze życie jak spacer ku wieczności...
Popołudniową porą, wśród ostatnich promieni słońca pragnę odwiedzić cmentarz. Być może po to, by poczuć oddech przemijania, pogodzić się z upływem czasu, pozostawić wśród grobów trud zwyczajnych dni. I zostać uwolnioną od nadmiernego pragnienia trzymania w dłoniach skrawka własnego nieba.
Wita mnie Aniołek – figura, która kiedyś chroniła spoczywające ciało młodego chłopca. Teraz nie ma już jego grobu, a Aniołek usiadł na cmentarnym murze, by witać przybywających. Skąpany w czerwieni zachodzącego słońca, zadumany nad życiem, zasmucony bezdechem nekropolii, wzdychający nad własną samotnością…
A dalej krzyż. Nadzieja codziennego zmartwychwstania w imię Dobra, w imię Prawdy. Krzyż chroniący człowieka przed samym sobą. Uczący takiej ufności, jaka zdarza się tylko w kamiennych ramionach zawierzenia, gdy wbrew wszystkiemu najważniejsze jest uświęcenie poranków i dziękczynienie wieczorów.
Zniszczony przez czas, nieoszczędzany zmiennością pór roku, anielski Chłopczyk przytula się do krzyża. Tylko ornament z bluszczu świadczy o przemijaniu. Gdyby nie on, można byłoby dostrzec ciągle żywą istotę, która oddała się Największej Miłości i pragnie wzrastać w Jej cieniu. Jak w nigdy nieprzerwanym blasku światła, płynącego z sąsiedniej latarni. Światła, które staje się wszechpotężną melodią Boskości.
A kilka kroków dalej kolejny Anioł – z buzią zadziwioną nagłym odejściem kogoś, kto przecież powinien być tutaj nadal… Ale stało się inaczej. Widocznie w niebie potrzeba było czyjegoś uśmiechu i szczerej pokory.
Cmentarne aleje łączą ból pożegnań. Utkane z niewidzialnych łez, cichej rozpaczy, słów, które nie zdążyły przerodzić się w „przepraszam”, nie zdążyły podziękować. Za matczyną czułość, za przyjacielską serdeczność. Za bicie serca w miarodajnym rytmie wiary.
Krzyże na starych pomnikach mają w sobie masywność i dostojeństwo, a jednocześnie coś czułego – są gotowe obejmować i przytulać. Mimo kamiennej struktury zdają się być przepełnione ciepłem. Ogrzewają zatrwożone przemijalnością serca.
Cmentarne figury, z otwartymi dłońmi, oczekują na moment przekroczenia granicy śmierci. Wpatrzone w blask kończącego się marcowego dnia, stają się monumentalnymi pomnikami przyszłego Sądu i Najświętszej Sprawiedliwości. I uczą tego, że najistotniejsze jest właściwie tylko jedno – bycie Człowiekiem. Z całym pięknem uczuć i niezniszczalnym dążeniem do spotkania z Panem, w tej Rzeczywistości, która nie zna przemijania.
Zagłosuj klikając w poniższy link, pamiętając że jury będzie brało pod uwagę głosy na TAK: