• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Nadprzyrodzone pogotowie ratunkowe

    ks. Zbigniew Wielgosz

    |

    Gość Tarnowski 27/2012

    dodane 05.07.2012 00:00

    Starego Sącza, gdzie mają swój jedyny w diecezji klasztor, nie trzeba przedstawiać. Co jednak robią w nim duchowe córki św. Franciszka i św. Klary?

    Pada tak mocny deszcz, że niewielu turystów i pielgrzymów odwiedza kościół klasztorny klarysek, gdzie znajdują się relikwie św. Kingi, najsłynniejszej mniszki starosądeckiego konwentu. W tym roku siostry obchodzą jubileusz 800. rocznicy powstania Zakonu św. Klary. – Do Starego Sącza klaryski przybyły dzięki św. Kindze, która w 1280 roku ufundowała klasztor i kościół. Święta Kinga przez 9 lat administrowała klasztorem, a przez trzy lata aż do śmierci była mniszką.

    Wolne od trosk?

    Jak mówi akt fundacyjny, księżna krakowska zatroszczyła się, żeby siostry „wolne od doczesnych trosk mogły wielbić Boga i pomocą modlitewną służyć ludziom” – opowiada ksieni m. Teresa Izworska. W ciągu dziejów siostry tylko raz opuściły klasztor, kiedy uciekały ze św. Kingą przed Tatarami. Nie wypędziły ich również reformy józefińskie, choć cesarscy urzędnicy złupili klasztor, zabierając bezcenne świadectwa kultury, gromadzone przez wieki za murami klasztoru. Dziś jednak ludzie, którzy tu przybywają, mogą podziwiać piękny barokowy wystrój kościoła, a zwłaszcza robiącą wielkie wrażenie ambonę. Klasztor gościł w 1999 r. Jana Pawła II, który po kanonizacji bł. Kingi zatrzymał się na obiad i odpoczynek u klarysek. Poczęstował się wówczas na deser prostymi ciastkami, które dziś nazywają się papieskimi. – Mamy też ciastka klasztorne i pierniki. Można ich spróbować w centrum „Opoka” obok Ołtarza Papieskiego – zachęca ksieni.

    Diecezjalne piorunochrony

    Obecnie w klasztorze żyją 32 siostry. Przed troskami zewnętrznymi ochrania je papieska klauzura. Nikt bez specjalnej zgody biskupa diecezjalnego nie może wejść do domu sióstr. – Szczęście nam sprzyja, że do tej pory nie mamy tak zwanych sióstr zewnętrznych, a we wszelkich sprawach „światowych” pomagają nam życzliwi ludzie. Mamy więc czas na modlitwę i pracę – mówi ksieni. A doba klarysek dzieli się mniej więcej na 8 godzin modlitwy, 8 godzin pracy i 8 odpoczynku. Siostry należą do zakonnej grupy modlitewnego SOS. Codziennie napływa wiele próśb, nieraz w bardzo poważnych sprawach. – Jeden z kapucynów powiedział, że jesteśmy nadprzyrodzonym pogotowiem ratunkowym. A nuncjusz Migliore nazwał nas piorunochronami, choć bardzo ciężko było mu wypowiedzieć to słowo. Jak czytamy te świadectwa cierpienia, to stwierdzamy, że same musimy żyć bardzo blisko Pana, bo wtedy możemy wiele wyprosić. Przychodzi też wiele podziękowań, za łaskę zdrowia, poczętego dziecka, nawrócenia – wylicza z uśmiechem ksieni. Prośby można zgłaszać wszelkimi drogami, także przez internet. Praca sióstr to przede wszystkim utrzymanie budynków klasztornych i robota na 4 hektarach ogrodu. – Ale mamy swoje jarzyny. W cięższych zadaniach polowych pomagają nam świeccy – mówi ksieni. Wsparcia ze strony świeckich potrzebuje też sam klasztor i kościół. Zabytek został ostatnio poddany ważnym i koniecznym pracom renowacyjnym dzięki byłemu burmistrzowi Starego Sącza, obecnych władz samorządowych i wojewódzkiego konserwatora zabytków. xzw

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół