• facebook
  • Newsletter
  • rss
  • Lourdes na Podkarpaciu

    Grzegorz Brożek

    |

    Gość Tarnowski 20/2013

    dodane 16.05.2013 00:00

    Nie było objawień, nie ma łaskami słynącego obrazu, cudów (z pewnym zastrzeżeniem), a w Straszęcinie rodzi się kult Matki Bożej z groty massabielskiej.

    Trzy lata temu było tu „ściernisko”. Patrząc od drogi, z lewej stoi kościół, dalej jest potok, potem olbrzymi plac przed wejściem na cmentarz. – Było też sporo kamienia. Z niego miała powstać kapliczka na tym placu. Ale projekt dość dynamicznie się zmienił – mówi ks. Bogusław Czech, proboszcz parafii.

    Pierwsza grota

    Zamiast małej kapliczki w dwa lata wybudowana została grota MB z Lourdes. – Regularnie tu przychodzę. Kiedy idę na cmentarz, zawsze zatrzymuję się na chwilę modlitwy w grocie. To miejsce nastraja refleksyjnie – przyznaje Lidka Leśniowska, parafianka. Kiedy rozmawiamy, kilka osób podchodzi, zapala świece i stawia u stóp Maryi. – Grotę poświęciliśmy rok temu. Powstała z pobożności, żeby natchnąć do modlitwy – prosto rzecz tłumaczy ks. Czech. Miejscowa świątynia, jak wszystkie w diecezji, bywa zamykana na noc, nie jest otwarta 24 godziny na dobę, a grota owszem. Stoi przy parkingu.

    Łatwo zjechać i zatrzymać się na chwilę modlitwy. Rzecz ciekawa, że kult MB z Lourdes, jakby zasadzony w świeżą ziemię, chwycił. To, co było zamysłem, stało się faktem. Grota tętni życiem. – Może dlatego, że my od lat z proboszczem jeździmy na pielgrzymki. Ostatnio 100 osób było w Rzymie, wcześniej niemało w Ziemi Świętej, a i sanktuaria maryjne też często odwiedzamy, toteż do Maryi z Lour- des przychodzimy jak do siebie – dodaje L. Leśniowska.

    Druga grota

    W Straszęcinie jest jeszcze druga grota. Co ciekawe, w tym samym miejscu. – Dokładnie 4 metry pod ołtarzem w grocie lurdzkiej mamy grotę solną – pokazuje Marian Borek, który opiekuje się obiektem. Miało być inaczej. Pod spodem planowane było tylko pomieszczenie, w którym znajdzie się pompa tłocząca wodę płynącą po kamieniach lurdzkiej groty. – Kiedy okazało się, że nie trzeba przepompowni, przyszedł mi do głowy pomysł na grotę solną. Działa od jesieni 2012 roku – informuje ks. Czech. Cieszy się niemałym powodzeniem. – W marcu mieliśmy przerwę, ale od stycznia do kwietnia, czyli w 3 miesiące było tu 250 osób – mówi M. Borek. W środku jest 20 ton soli z Kłodawy i tona krążącej cały czas solanki z Bochni. Inhalacje pomagają na schorzenia układu oddechowego, nerwowego. Muzyka i gra świateł koją nerwy i dają relaks. – Długo paliłem, ale od 3 lat już tego nie robię. Od kilku miesięcy mam okazję być często w grocie i czuję, jak mi się płuca czyszczą. Dodatkowo tej zimy nie złapało mnie żadne przeziębienie ani katar – zapewnia Marian Borek. Przekonanych do groty jest więcej.

    Widoki na przyszłość

    Za grotę solną, która kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych, część poniesionych nakładów, ok. 25 tys. zł ma zwrócić Unia Europejska. Za grotę Matki Bożej z Lour- des i jej otoczenie już oczywiście nie. – Wspólnota jest duża, jakoś to udźwignęliśmy – uśmiecha się Lidka Leśniowska. – Zdarza się, że do groty solnej i oglądać lurdzką przyjeżdżają ludzie z Dębicy i okolicznych miejscowości. Byli też goście ze Śląska i Mazowsza – przyznaje Marian Borek. Niedawno wyzdrowiało z sepsy dziecko jednej z parafianek, która modliła się o jego zdrowie m.in. w straszęcińskiej grocie. Łaska? Możliwe. – Nie miałem jakiegoś długofalowego planu tego, co tu będzie. Raczej intuicję. Cel rozwoju pobożności. Zaczęliśmy pewne dzieło, a jak się ono potoczy dalej, zobaczymy – mówi ks. Bogusław Czech.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół