Nowy numer 15/2021 Archiwum

Obrączka to nie GPS ani kula u nogi, ale przypomnienie, że jest ktoś, kto cię kocha

Obecnie rozwodzi się co trzecie małżeństwo w Polsce. Co zrobić, by małżeństwo się udało? - mówili o tym w Brzesku Anna i Jan Kiełbasowie.

W brzeskiej parafii Miłosierdzia Bożego odbywa się 4. edycja "Wieczorów dla zabieganych". Tym razem ma ona formę spotkań otwartych dla wszystkich, jest także transmitowana. Podczas ostatniego wieczoru, który się odbył w piątek 26 lutego, państwo Kiełbasowie z Tarnowa dzielili się świadectwem swojego życia. Opowiadali o budowaniu osobistych relacji z Bogiem, przekonując, że nawet sumienne wypełnianie praktyk religijnych to jeszcze nie wiara. Snuli opowieść o wspólnym życiu, aby wlać nadzieję w serca słuchających, że małżeństwo może się udać i być trwałe. Przywołali nieubłagane statystyki w tym względzie. Mówili, że obecnie rozwodzi się co trzecie małżeństwo w Polsce, ale na swoim przykładzie pokazali, że wcale nie musi tak być.

Oboje wywodzą się z wielodzietnych rodzin, sami marzyli, by stworzyć dużą rodzinę z piątką dzieci. Zawsze pragnęli, by ich dom był otwarty, do którego każdy może przyjść. Poznali się na rekolekcjach ignacjańskich. Dziś mają 22-letni staż małżeński i 3 synów - Jakuba (20 l.), Franciszka (16) i Antoniego (8).

Przekonywali, że poznawanie siebie w małżeństwie to proces, który nigdy się nie kończy. Ciągle potrafią siebie zaskakiwać, odkrywać. - I w tym widzę nadzieję na to, aby małżeństwa były udane i dawały szczęście obojgu małżonkom - mówił Jan, zachęcając małżeństwa przede wszystkim do dialogu, który nie polega na przekazywaniu sobie informacji, ale jest wynikiem chęci poznawania drugiej osoby, tego, co się dzieje w środku człowieka, z którym dzielimy życie. Zwracał też uwagę na sposób komunikacji. Zmiana języka już potrafi otworzyć furkę do rozmowy, a nie oskarżania siebie. Zamiast więc mówić: "Zirytowałaś mnie", warto powiedzieć: "Czuję się zirytowany".

Dowodzili, że poznawanie różnic między sobą prowadzi do zrozumienia siebie nawzajem. I nie chodzi jedynie o fizyczność, cielesność, ale różnice w odbieraniu świata, w temperamencie. Dla ich ukazania posłużyli się przykładem obrazującym mózg mężczyzny i kobiety. Panowie mają w głowie pudełka od wszystkiego - od małżeństwa, dzieci, samochodu, wolnego czasu, nawet i takie, które nazywa się "nicnierobieniem", a panie z kolei mają w głowach kabelki, dzięki którym mogą łączyć różne zajęcia. Przekonywali, że właśnie dzięki tym różnicom się dopełniają, tworzą całość. Nie byliby tacy sami bez siebie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama