Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zdążyć przed Panem

Bartosz Miał 29 lat i kochającą dziewczynę. Za cztery miesiące odebrałby klucze do swojego mieszkania. Nie zdążył. Nie był gotowy na śmierć. A czy ktoś z nas by był?

Tyle że dla każdego z nas jeszcze nie jest za późno. Dla Bartosza, Dariusza, Marka, Karoliny i wielu, wielu innych już tak. Bartosza, który był na progu dorosłego życia, śmierć spotkała pięć minut od domu. Był kierowcą rajdowym, ale nie zginął na torze. Jechał motorem. Kobieta z psem wyszła mu na drogę. Prosto pod koła. I on, i ona zginęli na miejscu. Darek miał 20 lat. Jechali w czwórkę samochodem. On i kierowca zginęli na miejscu. Też niedaleko domu.

Marek z kolei był w trakcie studiów, miał 22 lata i całe życie przed sobą. – Wszystko zamknęło się w jednej sekundzie nieuwagi drugiego człowieka. Taksówkarz, skręcając w lewo, zjechał na pas ruchu naszego chłopca. Czołowo w niego wjechał. Syn zmarł po dwóch godzinach od wypadku – opowiada jego mama ze łzami w oczach, choć od tamtej chwili minęło ponad 9 lat. Karolina jechała autokarem z pielgrzymką do Częstochowy. Razem z nią zginęło 10 maturzystów i trzech kierowców. Tylko w tym roku, od stycznia do września, jak informują policyjne statystyki, na polskich drogach zginęły 2064 osoby. – Życie tak wielu ludzi zostało gwałtownie przerwane, przede wszystkim młodych, ich jest najwięcej, odeszli bez pożegnania, bez sakramentów świętych, wśród nich także wielu niepojednanych z Bogiem, bez żadnego przygotowania na tę chwilę – mówił ks. Jerzy Kraśnicki, dyrektor MIVA Polska, w homilii podczas Mszy św. w intencji ofiar wypadków drogowych w Zabawie. Najtrudniej jest rodzinom. Bo jak pogodzić się ze śmiercią dziecka? I oni nie byli na nią gotowi. Szukają pociechy. Znaleźli ją w bł. Karolinie, która też zginęła młodo i po ludzku sądząc – bez sensu. Tu jest im dobrze, nawet mówią, że są szczęśliwi, bo ona rozumie, ks. Zbigniew Szostak, kustosz sanktuarium, wysłucha o każdej porze dnia i nocy, a nie bez znaczenia jest i to, że są razem. Łączy ich silna więź. W Zabawie spotykają się raz do roku na warsztatach terapeutycznych dla rodzin ofiar wypadków komunikacyjnych. Sami nazywają je rekolekcjami. Przyjeżdżają z całej Polski: Poznania, Białegostoku, Zakopanego. Wśród nich są i tacy, którzy do bł. Karoliny przyjeżdżają 2–3 razy w miesiącu. Poza tym do siebie dzwonią i wspierają się. Tyle że tęsknią. Nadal są łzy. Niejeden psycholog radził im, że powinni zapomnieć, pochować zdjęcia, nie wspominać, na cmentarz chodzić rzadko. – I co, teraz mam go wymazać z pamięci, tak jakby go nigdy nie było? Ja nie mam płakać? – oburza się mama Bartosza. – Już teraz nie rozpaczam, ale lubię o nim mówić, oglądać jego zdjęcia. Na cmentarz chodzę codziennie – dodaje. Pociechę znajdują nie w zapomnieniu, ale w wierze i nadziei wspólnego spotkania. Pomnik ofiar wypadków drogowych w Zabawie ma dla nich ogromne znaczenie. – Nawet kiedy nas już nie będzie, ludzie będą modlić się za nasze dzieci – mówią. A dla nas? Dla nas jest przestrogą, żeby zwolnić, nie tylko pedał z gazu, pomyśleć. Nie znamy dnia ani godziny...

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama